Case Study

AI zbuduje Ci stronę w kilka minut. Tylko kto zajmie się nią później?

W ostatnich miesiącach internet zalały filmy pokazujące, jak sztuczna inteligencja buduje kompletne strony internetowe w kilka minut.

Wpisujesz kilka zdań. Klikasz przycisk. Po chwili pojawia się nowoczesny projekt, animacje, sekcje, formularze, oferta, a czasami nawet sklep internetowy.
Wygląda świetnie.
Przynajmniej na filmie.
I właśnie w tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę i zadać pytanie, którego zazwyczaj w takich prezentacjach nie ma:
Co dalej?
Bo stworzenie strony to dopiero początek. Prawdziwe życie strony internetowej zaczyna się dzień po jej uruchomieniu.

Efektowna prezentacja to jeszcze nie działająca strona

Nie zamierzam przekonywać, że strony budowane przez AI zawsze wyglądają źle.
Wręcz przeciwnie. Czasami potrafią wyglądać zjawiskowo.
Dobre zdjęcia, duże nagłówki, płynne przejścia, nowoczesna typografia i efektowne animacje mogą zrobić ogromne wrażenie. Szczególnie podczas krótkiej prezentacji na TikToku, YouTube czy Instagramie.
Tylko że film trwa zazwyczaj kilkadziesiąt sekund.
Nie pokazuje, co stanie się wtedy, gdy właściciel firmy będzie chciał zmienić numer telefonu, dodać nową usługę, przebudować cennik, utworzyć kolejną wersję językową albo połączyć stronę z systemem używanym w firmie.
Nie pokazuje również, czy formularz rzeczywiście wysyła wiadomości, czy strona działa poprawnie na starszym telefonie, czy jest zgodna z wymaganiami dostępności, czy można ją pozycjonować oraz czy ktoś pomyślał o kopiach zapasowych i bezpieczeństwie.
Na ekranie wszystko może wyglądać perfekcyjnie.
Strona internetowa nie jest jednak obrazkiem. Jest narzędziem, które powinno działać przez kolejne lata.

Czy przypadkiem nie wracamy do czasów ręcznie pisanych stron HTML?

Przez lata rozwijaliśmy systemy zarządzania treścią po to, aby właściciel strony nie musiał być programistą.
WordPress, WooCommerce, Elementor, Shopify, PrestaShop i inne rozwiązania powstały między innymi dlatego, żeby osoba prowadząca firmę mogła samodzielnie zmienić tekst, dodać produkt, opublikować artykuł albo wymienić zdjęcie.
Tymczasem część narzędzi AI generuje stronę jako zestaw kodu, komponentów i zależności, które dla zwykłego użytkownika są całkowicie nieczytelne.
Teoretycznie wszystko jest nowoczesne.
W praktyce możemy wrócić do sytuacji sprzed wielu lat, gdy nawet zmiana jednego zdania wymagała kontaktu z osobą znającą HTML, CSS i JavaScript.
Różnica polega tylko na tym, że dawniej kod pisał człowiek, a dziś wygenerował go model językowy.
Dla właściciela strony efekt może być dokładnie taki sam: samodzielna edycja staje się trudna albo niemożliwa.

Wygenerowanie strony to nie to samo co możliwość zarządzania nią

Kiedy projektuję stronę, nie myślę wyłącznie o tym, jak wygląda dzisiaj.
Myślę również o tym, co stanie się za miesiąc, za rok i za trzy lata.
Czy klient będzie mógł samodzielnie dodać realizację?
Czy będzie wiedział, gdzie zmienić cennik?
Czy nowa osoba w firmie poradzi sobie z aktualizacją treści?
Czy stronę będzie można rozbudować bez pisania jej od początku?
To są pytania znacznie ważniejsze niż efektowna animacja widoczna przez pierwsze trzy sekundy po wejściu na stronę.
Wygenerowany przez AI projekt może wyglądać dobrze, ale jeżeli każda zmiana wymaga ponownego wpisywania poleceń i liczenia na to, że narzędzie niczego przy okazji nie zepsuje, trudno mówić o prawdziwym systemie zarządzania stroną.
To raczej ciągłe generowanie kolejnych wersji kodu.
A każdy, kto pracował z kodem, wie, że jedna pozornie niewielka zmiana może spowodować kilka problemów w zupełnie innym miejscu.

Ile prezentacji stron AI jest prawdziwych?

Nie twierdzę, że wszystkie filmy prezentujące strony stworzone przez AI są fałszywe.
Warto jednak zachować zdrowy rozsądek.
Widzimy najczęściej końcowy efekt. Nie widzimy kilkudziesięciu wcześniejszych prób, ręcznych poprawek, montażu filmu ani fragmentów, które nie zadziałały.
Nie wiemy, czy projekt rzeczywiście został stworzony jednym poleceniem.
Nie wiemy, czy wszystkie funkcje działają.
Nie wiemy, czy przedstawiona strona istnieje poza nagraniem.
Nie wiemy też, ile pracy programisty było potrzebne przed rozpoczęciem prezentacji i po jej zakończeniu.
To trochę jak oglądanie filmu, na którym ktoś odnawia cały dom w trzydzieści sekund. Dom rzeczywiście został odnowiony, ale trzydzieści sekund trwał film, a nie remont.
Podobnie wygląda wiele prezentacji technologii AI.
Pokazują imponujący rezultat, ale pomijają drogę, która do niego prowadziła.

A co, jeśli narzędziu AI nagle się „odwidzi”?

To nie jest czysto teoretyczny problem.
Narzędzia internetowe zmieniają ceny, regulaminy, limity i zakres funkcji. Projekty są przejmowane przez inne firmy, łączone z większymi platformami albo całkowicie zamykane.
Co stanie się ze stroną, gdy usługa, w której została wygenerowana, przestanie istnieć?
Czy otrzymamy pełny kod?
Czy będzie można przenieść stronę na inny serwer?
Czy strona będzie zależna od elementów działających wyłącznie w infrastrukturze konkretnego producenta?
Czy po eksporcie nadal będzie można ją edytować?
Czy aktualizacja jednego komponentu nie spowoduje błędów w całym projekcie?
Najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej:
Kto przejmie taką stronę?
Jeżeli projekt został stworzony w mało popularnym, zamkniętym systemie, znalezienie specjalisty może być trudne. Agencje internetowe zazwyczaj pracują na technologiach, które znają, potrafią utrzymywać i za które mogą wziąć odpowiedzialność.
Nie każda agencja będzie chciała analizować tysiące linii wygenerowanego kodu, bez dokumentacji, bez spójnej struktury i bez pewności, że kolejna zmiana nie uruchomi lawiny błędów.
Czasami naprawienie takiej strony może kosztować więcej niż zbudowanie nowej.

„Przecież AI później też ją poprawi”

Teoretycznie tak.
Można poprosić narzędzie, aby zmieniło kolor przycisku, dodało formularz albo przebudowało sekcję.
Problem pojawia się wtedy, gdy narzędzie nie zrozumie polecenia dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy.
Albo poprawi jedną rzecz i zmieni trzy inne.
Albo wygeneruje nową wersję komponentu, która będzie wyglądała podobnie, ale przestanie współpracować z wcześniejszą częścią projektu.
AI nie zawsze rozumie cały kontekst strony. Często operuje na fragmencie kodu, który aktualnie widzi. Może więc zaproponować rozwiązanie poprawne lokalnie, ale błędne dla całego systemu.
Programista również może popełnić błąd. Różnica polega na tym, że powinien rozumieć strukturę projektu, zależności, sposób działania serwera i konsekwencje wprowadzanej zmiany.
AI może wygenerować kod, który wygląda przekonująco, a mimo to zawiera błąd trudny do zauważenia podczas szybkiego testu.

Strona firmowa to jeszcze najprostszy przypadek

Największe problemy zaczynają się wtedy, gdy przechodzimy od prostej strony wizytówki do sklepu internetowego.
Oczywiście AI może wygenerować atrakcyjnie wyglądający sklep.
Może stworzyć kartę produktu, koszyk, wyszukiwarkę, filtry i formularz zamówienia.
Tylko co dalej?
Sklep internetowy nie kończy się na przycisku „Dodaj do koszyka”.
Potrzebne są płatności, wysyłki, faktury, regulaminy, podatki, stany magazynowe, warianty produktów, kupony, zwroty, e-maile transakcyjne, integracje z kurierami, systemami księgowymi i platformami sprzedażowymi.
W prawdziwym sklepie pojawiają się również sytuacje niestandardowe.
Inne ceny dla klientów hurtowych.
Produkty sprzedawane na metry, kilogramy lub zestawy.
Zależności między wariantami.
Rezerwacje.
Subskrypcje.
Indywidualne warunki dostawy.
Integracja z magazynem.
Eksport zamówień do zewnętrznego systemu.
Tego nie rozwiązuje ładnie wygenerowana karta produktu.

A co z płatnościami?

Operatorzy płatności przygotowują swoje integracje dla konkretnych, popularnych systemów.
Powstają oficjalne moduły dla WooCommerce, Shopify, PrestaShop, Magento i innych platform. Są rozwijane, aktualizowane i testowane pod kątem bezpieczeństwa.
Czy operator płatności przygotuje osobną integrację dla każdej strony wygenerowanej przez każde narzędzie AI?
Trudno sobie to wyobrazić.
Oczywiście AI może pomóc napisać własną integrację z API. Tylko kto ją przetestuje? Kto weźmie odpowiedzialność za prawidłowe przekazywanie danych, obsługę błędów, statusów płatności, zwrotów i powiadomień?
Co stanie się po zmianie API operatora?
Kto zaktualizuje integrację?
Kto sprawdzi, dlaczego klient zapłacił, ale zamówienie nadal ma status oczekujący?
W sklepie internetowym nie wystarczy, że coś działa podczas jednej prezentacji. To musi działać poprawnie przy każdym zamówieniu.

Integracje nie są dodatkiem. Często są podstawą całego biznesu

W wielu firmach strona internetowa jest tylko jednym z elementów większego systemu.
Zamówienia trafiają do BaseLinkera, ERP-u, programu magazynowego, systemu księgowego albo platformy kurierskiej.
Produkty są synchronizowane pomiędzy sklepem, Allegro i sprzedażą stacjonarną.
Stany magazynowe muszą zgadzać się w kilku kanałach jednocześnie.
Klienci otrzymują automatyczne wiadomości, faktury i informacje o wysyłce.
To wszystko wymaga stabilnych integracji.
I tutaj pojawia się kolejne pytanie:
Czy naprawdę chcemy wpuszczać przypadkowe narzędzie AI bezpośrednio do systemu ERP, magazynu albo bazy klientów?
AI może pomagać w pisaniu kodu integracji. Nie powinno jednak samodzielnie decydować, jakie dane pobiera, gdzie je zapisuje i w jaki sposób je przetwarza.
Błąd na stronie może oznaczać źle wyświetlony nagłówek.
Błąd w integracji może oznaczać nieprawidłowe stany magazynowe, zdublowane zamówienia, błędne ceny albo utratę danych.
To zupełnie inny poziom odpowiedzialności.

Bezpieczeństwo nie mieści się na efektownym filmiku

W prezentacjach stron tworzonych przez AI rzadko mówi się o bezpieczeństwie.
Nie jest ono tak widowiskowe jak animowany nagłówek.
Każda aplikacja internetowa może jednak stać się celem ataku. Im więcej własnego, niestandardowego kodu, tym większa potrzeba dokładnej kontroli.
Czy wygenerowany formularz odpowiednio zabezpiecza przesyłane dane?
Czy zapytania do bazy są poprawnie filtrowane?
Czy panel administracyjny ma właściwe zabezpieczenia?
Czy pliki przesyłane przez użytkowników są weryfikowane?
Czy dane klientów nie trafiają przypadkiem do zewnętrznego modelu?
Czy klucze API nie zostały zapisane bezpośrednio w kodzie dostępnym publicznie?
AI potrafi tworzyć kod bardzo szybko. Szybkość nie oznacza jednak, że kod jest bezpieczny.
Czasami kod działa dokładnie tak, jak powinien, a jednocześnie pozostawia otwarte drzwi dla osoby, która wie, gdzie ich szukać.

Kto bierze odpowiedzialność?

To pytanie powinno pojawić się przed wyborem technologii.
Gdy strona nie działa, klient nie chce słuchać, że model AI wygenerował błędny komponent.
Gdy płatność nie została zaksięgowana, nie ma znaczenia, że kod wyglądał poprawnie.
Gdy zamówienia nie dotarły do magazynu, ktoś musi znaleźć przyczynę i naprawić problem.
Za profesjonalną usługą powinien stać człowiek albo zespół, który rozumie wdrożone rozwiązanie i potrafi je utrzymać.
Nie chodzi o to, aby każda linia kodu była napisana ręcznie.
Chodzi o to, aby ktoś wiedział, co znajduje się na stronie, dlaczego zostało użyte i co należy zrobić, gdy przestanie działać.

Czy agencje będą poprawiać strony stworzone przez AI?

Niektóre tak.
Inne odmówią.
Wiele zależy od technologii, jakości kodu i sposobu, w jaki strona została zbudowana.
Jeżeli AI zostało wykorzystane jako pomoc podczas tworzenia projektu w popularnym systemie, zazwyczaj nie będzie to dużym problemem. Kod można sprawdzić, poprawić, udokumentować i rozwijać.
Gorzej, gdy cała strona została wygenerowana jako zamknięty projekt oparty na nietypowych bibliotekach, bez dokumentacji i bez panelu zarządzania.
Agencja, która przejmuje taki projekt, musi najpierw zrozumieć sposób jego działania. To czasami oznacza analizowanie setek plików, zależności i automatycznie wygenerowanych elementów.
Klient może usłyszeć wtedy:
„Da się to poprawić, ale szybciej i bezpieczniej będzie zbudować stronę od nowa”.
Nie dlatego, że agencja boi się AI.
Dlatego, że naprawianie źle zaprojektowanego systemu bywa droższe niż stworzenie właściwego rozwiązania.

AI jest świetnym pomocnikiem

Nie jestem przeciwnikiem sztucznej inteligencji.
Korzystam z niej.
AI potrafi przyspieszyć analizę problemu, pomóc w stworzeniu fragmentu kodu, zaproponować strukturę treści, znaleźć błąd, uporządkować dane albo przygotować pierwszą wersję rozwiązania.
Może skrócić wiele godzin żmudnej pracy.
Może również podsunąć pomysł, na który człowiek sam by nie wpadł.
Problem zaczyna się wtedy, gdy narzędzie pomocnicze zaczynamy traktować jak samodzielnego projektanta, programistę, administratora, specjalistę od bezpieczeństwa, integratora i opiekuna strony w jednej osobie.
AI nie zna firmy tak jak jej właściciel.
Nie rozumie wszystkich procesów.
Nie zna planów na kolejne lata.
Nie ponosi odpowiedzialności za błędy.
I nie odbierze telefonu, gdy sklep przestanie przyjmować zamówienia.

Najpierw strategia, później narzędzie

Przed zbudowaniem strony warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań.
Kto będzie nią zarządzał?
Jak często treści będą zmieniane?
Czy strona będzie rozbudowywana?
Jakie integracje będą potrzebne?
Czy musi współpracować z systemem magazynowym lub księgowym?
Co stanie się, gdy obecny wykonawca przestanie ją obsługiwać?
Czy inna osoba będzie mogła przejąć projekt?
Czy właściciel otrzyma dostęp do wszystkich plików, domeny, serwera i bazy danych?
Dopiero później należy wybierać technologię.
Czasami właściwym rozwiązaniem będzie klasyczny WordPress.
Czasami dedykowana aplikacja.
Czasami platforma abonamentowa.
A czasami projekt tworzony przy dużym wsparciu sztucznej inteligencji.
Najważniejsze, aby technologia wynikała z potrzeb firmy, a nie z zachwytu nad najnowszym filmem w mediach społecznościowych.

Strona ma działać również wtedy, gdy kończy się prezentacja

Łatwo zachwycić się narzędziem, które w kilka minut tworzy coś przypominającego gotową stronę.
Znacznie trudniej zbudować system, który będzie stabilny, bezpieczny, edytowalny i możliwy do rozwijania przez kolejne lata.
Nie pytajmy więc wyłącznie:
„Czy AI może zbudować stronę?”
Oczywiście, że może.
Zapytajmy raczej:
„Czy firma będzie mogła na tej stronie bezpiecznie pracować?”
„Czy będzie można ją rozwijać?”
„Czy ktoś będzie potrafił ją naprawić?”
„Czy można ją przenieść do innego wykonawcy?”
„Czy właściciel rzeczywiście ma nad nią kontrolę?”

Sztuczna inteligencja jest potężnym narzędziem. W dobrych rękach może znacząco przyspieszyć pracę i obniżyć koszty realizacji.
Nadal jednak powinna być narzędziem.
Młotkiem, a nie budowlańcem.
A już na pewno nie kierownikiem budowy.
W DIGIKROM wykorzystujemy AI tam, gdzie realnie pomaga stworzyć lepsze rozwiązanie. Nie oddajemy jej jednak pełnej kontroli nad projektem.
Bo strona internetowa nie powinna tylko dobrze wyglądać w dniu uruchomienia.
Powinna działać również wtedy, gdy moda na konkretne narzędzie już dawno przeminie.

Autor: Sebastian Kromolicki
DIGIKROM

—– CIEKAWOSTKA —-
„Nie jestem przeciwnikiem sztucznej inteligencji.
Korzystam z niej.”
To moje zdanie kilka wersów wyżej. Ten artykuł jest najlepszym przykładem wykorzystania AI. 95% treści jest moja. Moje własne, prawdziwe przemyślenia. Do czego użyłem AI? Do sprawdzenia składni, interpunkcji, poprawy błędów ortograficznych i do ułożenia tego w uporządkowany przekaz. Cały artykuł został napisany w Windowsowym notatniku. We fragmentach leżał sobie kilka dni i dopisywane były kolejne „złote myśli”. AI stworzyłaby podobny artykuł w minutę. Może dwie. Tylko czy przekaz byłby podobny? Czy byłoby w nim czuć te prawdziwe myśli? – Sprawdźcie. Wystarczy, że weźmiecie mój tytuł i napiszecie u swojego asystenta: „Stwórz mi artykuł w temacie: ” ………..” 
Nie bójmy się AI. Tylko jak w normalnym życiu, podchodźmy do tego z głową.